Go-jek, czyli Indonezja na skuterze

Jest alternatywa dla klasycznej formy moto taksi w indonezyjskim wydaniu, czyli ojek, które przestają spełniać oczekiwania klientów. Ojek w wydaniu klasycznym, to po prostu koleś, który posiada własny motor albo skuter i postanawia zarabiać na przewozie osób. Z taką usługą wiążą się jednak pewne ryzyka. A te otworzyły drogę pomysłodawcom go-jeka.

Zasadniczej przyczyny można doszukiwać się w bezpieczeństwie albo, co bliższe prawdzie, w jego dotychczasowym braku. Przypadki kradzieży lub zastraszeń z udziałem kierowcy ojeka już dawno utraciły jedynie incydentalny charakter. Najwięcej przypadków, co nie powinno dziwić, rejestruje się podczas nocnych przejazdów.

Osobną kwestią jest ustalenie stawek za przejazd zanim wsiądziemy na motor. Należy pamiętać, że koszt przejazdu nie jest przez ojekowców niczym regulowany. W szczególności odczuwają to, przebywający w Indonezji obcokrajowcy, chociaż miejscowi również nie mają lekko. Jeśli o tym zapomnimy, niewygodny przejazd w spalinach może nasz kosztować więcej niż taryfa w drogich taksówkach Silverbird oraz, co pewne, rajd opłotkami i okrężną drogą.

Poza tym – kaski. Tych ojeki nie gwarantują, a na ulicach Dżakarty i każdego innego miasta w Indonezji możemy spodziewać się dosłownie wszystkiego.

go-jeck (1)

System go-jeków skutecznie chroni przed tego rodzaju przykrymi przygodami. Zielony skuter z kierowcą w zielonej kamizelce (zieleń to barwa wyróżniająca go-jeki na drogach), możemy zamówić tylko po uprzednim zalogowaniu się na specjalną platformę. Aplikacja działa w ten sposób, że najbliższy kierowca potwierdza przyjęcie naszego zamówienia, a my otrzymujemy informację o akceptacji kursu. Razem z potwierdzeniem, otrzymujemy dane osobowe naszego kierowcy, a często również jego zdjęcie. Możemy także obserwować zamówionego kierowcę na mapie online.

Kierowca zawsze posiada kask dla swojego pasażera. Cena za przejazd jest ustalona z góry i zapisana w systemie, a wobec tego jasna dla obu stron, co skutecznie wyklucza jakiekolwiek nieporozumienia. Po prostu wsiadamy na motor i jedziemy, bez stresu i o nic się nie martwiąc.

Go-jek to również program lojalnościowy, wobec czego suma złożonych zamówień może zaowocować i przełożyć się na promocje przy kolejnych kursach. Zdarzało się, że późną nocą przejeżdżaliśmy przez pół Dżakarty, płacąc równowartość 1 zł, a nasz znajomy niejednokrotnie otrzymywał możliwość kursu z centrum na lotnisko, czyli odcinka o długości 40 kilometrów, w cenie 10 tys. rupii, czyli około 3 zł.

Go-jek to świeży koncept, więc działa, jak na razie, tylko w czterech indonezyjskich miastach. Można go zamówić w Dżakarcie, na Bali i w Surabayi, a od niedawna również w Makassar. Go-jeki cieszą się wielką popularnością, a sama firma prężnie rozwija własną sieć i ilość dostępnych kierowców. Dynamikę w rozwoju marki budują również sami klienci, którym aplikacja pozwala na pozostawienie feedbacku, a co za tym idzie pochwał lub zażaleń, użytecznych tak firmie, jak i pozostałym użytkownikom platformy.

go-jeck (3)

Wspomniane udogodnienia sprawiają, że klasyczni ojekowcy z każdym miesiącem ustępują pola nowatorskiej i niechcianej konkurencji, a zebraną frustrację przelewają na kierowców w zielonych kamizelkach. W lipcu bieżącego roku telewizja Al-Jazeera pokazała dokument poświęcony bardzo obiecującej perspektywie rozwoju platformy go-jeka w najbliższych latach. Wynika z niego również, jak głęboko sięga frustracja klasycznych ojekowców. A ci są nawet zdolni zablokować kierowcy go-jeka wjazd na „swój teren” lub dotkliwie go pobić. Jednakże, nawet mimo zajadłych i rozpaczliwych prób batalii o klienta, rosnąca popularność go-jeka, wsparta siłą oddziaływania marketingu szeptanego i social mediów, zdaje się już wkrótce wymusić na klasycznych ojekowcach zmianę branży lub pozostanie na rynku, ale na warunkach dyktowanych przez zieloną markę moto taksówek.