Jak zadrapałem Boga? Bollywood.

Gdy aktorzy są drewniani jak nieheblowany dąb, scenariusz nie gra roli, a jedynym który tym wszystkim się przejmuje jest Bob, facet od walk scenicznych, jesteście w…  Bollywood.

Brama Indii została postawiona ku chwale hinduskiego oręża. Wybudowali ją Anglicy, a to trochę zabawne, bo właśnie przez tę bramę przeszły ostatnie brytyjskie wojska na tej ziemi, więc dla Hindusów jest symbolem wyzwolenia spod buta ludu znad Tamizy. Promy bujają się na szarej wodzie, czekają na redzie na Europejczyków, Amerykanów, słowem blondynów, którzy chcieliby zobaczyć wyspę Słoni. Rządzi na niej  gang małp dokarmianych bananami kupowanymi przez turystów. Pełna symbioza. Mister kup banana dla friendly małpy – zachęca sprzedawczyni. Duża kiść kosztuje 70 rupii. Ile to jest? Około złotówki. Ludzie żyją z małp, te dostają ulubione owoce, wszyscy zadowoleni są z turystów.

Brama Indii to główny punkt wycieczek w Mumbayu.

Brama Indii to główny punkt wycieczek w Mumbayu.

Przy bramie Indii kręci się tłum naganiaczy. Większość z nich ma albumy ze zdjęciami. Wyglądają jak te z ramek u mojej babci. Są wyblakłe i pożółkłe. Skoro sprzedają, ktoś musi kupować te zdjęcia, chociaż mnie wydaje się to dziwne, bo każdy turysta ma swój aparat. Jeden z naganiaczy proponuje mi saszetkę z haszyszem wciśniętą pomiędzy te zdjęcia. After that, problem off, very good day – zachęca. Jedna brama, a taki tłum ludzi. Może złodziei? Pilnujemy kieszeni. Prócz turystów i naganiaczy są hinduskie rodziny, które zasiadają pod bramą. Urządzają sobie piknik. Samotni mężczyźni chodzą pod rękę. Nie mogę się przyzwyczaić do tego typu męskiej przyjaźni. Czy nie chciałbyś przeżyć przygody życia? – retoryczne pytanie pada z ust kolejnego naganiacza. To przedostatni dzień w Indiach. Najwyższy czas na takie pytania! – Nie chciałbyś zostać aktorem? Mam szczęście, to chłopak wyszukujący białych do statystowania przy filmach bollywoodzkich.

100_5464

Nie wolno było fotografować, więc robiłem to po kryjomu

100_5461

Mnóstwo ludzi kręci się podczas takiego filmowania.

Jak ogarniają to reżyserzy? Wydaje się, że nie ogarniają.

Jak ogarniają to reżyserzy? Wydaje się, że nie ogarniają.

Nie było tańców

Wywieźli nas gdzieś daleko. Budynek wciśnięty w domy rodzinne. W hangarze zbudowali pseudo-gotycki klasztor. W nawach bocznych umieścili widownię, a na środku nawy głównej postawili ring. Jest nas około trzydziestki. Są Australijczycy, Belgowie, Norweg, dwie siostry z Anglii. Czym bardziej blond tym lepiej dla filmowców. W Indiach dużo podróżujących z Zachodu ubiera się w stroje hippisów z lat 70. ubiegłego wieku. Takie mamy wyobrażenie na temat tego jak powinien wyglądać Biały w Indiach. Hindusi przebierają nas w garnitury i sukienki, jakie ich zdaniem powinni nosić Europejczycy. Moda ze wczesnych lat 90. w Polsce. Ale to najmniejszy problem. Wszystko jest za małe i opina. W końcu wyglądamy jako tako i teraz następuje selekcja. Ładne dziewczyny zasiadają na przedzie widowni, obok nich starsi panowie, którzy robią za biznesmenów. Siedzę gdzieś w tyle.

Nie ma tańców. A tak na nie liczyłem. Pomyślałem, że może wezmą mnie na scenę i będę razem z  innymi klaskał do rytmu wybijanego przez zgrabne dziewczyny. Film nazywa się Race 2 i opowiada… A zresztą kogo to obchodzi. To całe kino jest bardzo nudne. Dupo-godziny bolały, a opiekunowie statystów byli bardzo restrykcyjni, jeśli ktoś postanowił sobie pogadać ze współtowarzyszem. I tak nas rozpieszczają. Znacznie gorzej mają statyści hinduskiego pochodzenia. Żeby móc brać udział w filmach, musieli kupić sobie pozwolenie, a ono kosztowało jakiś majątek. Byli bardzo posłuszni. Koszmar skończył się z chwilą gdy ogłoszono przerwę. Wielu z nas postanowiło zrezygnować z dalszej współpracy. Na szczęście my zostaliśmy.

race2_1

Podobno premiera nie odniosła takiego sukcesu jak pierwsza część przygód.

Na coś takiego liczyłem. Niestety…

race2_3

Dziewczęta. Ja zadrapałem to „ciacho”. A na imię mu John Abraham i podobno jest gwiazdą w Indiach.

Hinduski junak

Bob jest Azjatą. Wygląda jak Japończyk. Kieruje walką dwóch bohaterów wymuskanego Hindusa oraz ogromnego Australijczyka. Mają tak dziwnie uformowane mięśnie, że wyglądają jakby mieli wszczepione w ciało odlane formy. Bob bardzo przejmuje się swoim zadaniem. Opieprza aktorów. Pokazuje im dokładnie, jak jeden ma walnąć drugiego, jak rozbić na nim butelkę z cukru, jak wyrzucić z ringu przeciwnika. Robi to świetnie. Każdą taką sekwencję oklaskujemy żywiołowo. Cicho buczymy, gdy powtarzają ją aktorzy. Oprócz tego, że są umięśnieni, nie mają pojęcia jak walczyć. Teraz są sceny, w których tłum ludzi nie wytrzymuje napięcia i wybiega z ławek pod sam ring. Ustawiam się jak najbliżej kamer, aby mnie widziały. Będzie ładna pamiątka z Indii. Zabawa jest przednia. Biegamy za walczącymi. Każą nam krzyczeć, ale my się po prostu głośno śmiejemy.

Wygrawa walkę John Abraham, czyli ten Hindus. Pamiętajmy, że aktorzy w Bollywood mają status niemal boski. Widać to na filmie. John jest tak silny, że po tej morderczej bitwie, podnosi na łapach swojego dwa razy większego przeciwnika i rzuca pod nogi szwarc charaktera otoczonego laseczkami na szpilkach. Żeby ta scena się udała, podwieszają na wyciągniku Australijczyka. Kamery robią zbliżenie na umęczoną twarz hinduskiego junaka. Tłum ma teraz swoje główne zadanie, musi podnieść na ramionach zwycięzce. Tak się ustawiłem, że biorę go na swoje barki. W tym czasie podróżowałem już dość długo, więc nie bardzo dbałem o obcinanie paznokci. Jednym takim pazurem przejechałem po plecach mięśniaka. Zdjęcia wstrzymano, zrobił rabanu. Cóż? Nie przyznałem się do winy.