Kobieta, rower, Albania — relacja z podróży

Kasia wybrała się w podróż do Albanii. Rowerem. W towarzystwie dziesięciu chłopaków. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tej ciekawej podróży – zapraszamy do lektury jej relacji. Jak to jest być jedyną kobietą na wymagającej trasie? Oto jej relacja:

Robisz wielkie oczy, kiedy słyszysz zdanie: „dziewczyna na rowerze jedzie do Albanii”? Spokojnie, nie tylko ty. Też bym nie uwierzyła, gdybym tego nie zrobiła. Przejechałam po raz kolejny setki kilometrów po Europie, chcąc w niecodzienny sposób przeżyć wakacje.

Albania w tym roku stała się modnym kierunkiem wyjazdów turystycznych. Niejaki Popek zrobił furorę i  przyciągnął trochę polskich turystów do tego „nieokrzesanego kraju”. Nasza wyprawa była już zaplanowana w zeszłym roku. Decyzja o wyjeździe do Tirany była więc niezależna od nieprzewidzianego trendu.

93

337

Cyclist viator

Kolejny rok niesie kolejne wyzwania. Tym razem jechaliśmy w zupełnie innym kierunku niż ostatnio. Zdecydowaliśmy się jechać na południe Europy – w piękne, spalone słońcem Bałkany. Do tego też, było to prawie o 1000 km więcej niż do Londynu (Koszalin – Albania to 2300 km). Słońce, piękna pogoda – możliwość wyrównania opalenizny. Góry były zaś okazją do pobicia własnego rekordu w osiąganiu największej prędkości (mój max to 74 km/h), ale także walka z samym sobą, by wytrwać do końca podjazdu. No i woda, morze! Radość każdego postoju, odpoczynku, noclegu…

Jednak nie samym pedałowaniem żyje człowiek! Byliśmy kolarzami, ale przede wszystkim turystami. Wyprawa nie byłaby tak barwna, gdyby nie było czasu na zwiedzanie. Podczas tegorocznego wyjazdu zobaczyliśmy Wrocław, Brno, Wiedeń, Dubrownik, Kotor, Szkodrę i Tiranę. To są miejsca, gdzie mieliśmy więcej czasu wolnego – czyli niepowtarzalna okazja, by spróbować miejscowych specjałów, dostrzec kunszt architektury, czy poznać kulturę. Ale na naszej trasie pojawiały się również piękne miasta, przez które tylko przejeżdżaliśmy, np. Lubljana, Split, Budva.

217

159

Tych dziesięciu i ona

Przejdę do tego, co pewnie wszystkich najbardziej interesuje – czyli jak przeżyłam tyle czasu z samymi facetami?! W naszej jedenastoosobowej grupie byłam jedyną przedstawicielką płci pięknej – pewnie więc byłam księżniczką… Nie! Nie wątpię, że mogło to dziwnie wyglądać (szczególnie kiedy dotarliśmy do Albanii), mimo to, czułam się z nimi bezpiecznie. Spędzaliśmy ze sobą każdą godzinę dnia i nocy (chyba, że u sióstr zakonnych, gdzie spałam w klauzurze), więc musieliśmy jakoś żyć wspólnie.

Trzy tygodnie, to wystarczający czas, by każdego bardzo dobrze poznać. Zmęczenie robi swoje, ściąga każdą maskę i pokazuje prawdziwe oblicze. Wiedzieliśmy czego możemy się po sobie spodziewać, szczególnie, że większość grupy znała się z poprzednich wypraw. Tak też i ja, poznając chłopaków każdego dnia coraz lepiej, czułam że mogę na nich polegać. Wiedziałam, że w razie potrzeby przyjdą mi z pomocą. No i mieli okazję się wykazać. Wspierali podczas długich i ciężkich podjazdów, przegadali czasem całą noc – byli niczym niezastąpiona przyjaciółka. Tak wyglądały nasze relacje.

106

161

Dobra motywacja czy rywalizacja?

Jednak jeśli chodzi o rower, to nie było mowy o tym, by choć na chwilę odpuścić. Owszem, było ciężko, ale wstydem byłoby pokazać, że mogłabym być gorsza od facetów. Jako przedstawicielka dziewczyn, musiałam pokazać na co mnie stać i że zejdę z roweru tylko siłą. I faktycznie, siła mnie z niego ściągnęła. Miałam drobny wypadek na trasie, co spowodowało, że byłam wyjęta z trasy na trzy dni. Czułam się beznadziejnie, jednak wiem, że w tym czasie nie tylko mi było ciężko. Ciekawym zjawiskiem męskiej dumy było to, że po moim powrocie do pedałowania, nagle umilkły głosy narzekania i marudzenia. Pamiętam, że tego dnia przejechaliśmy więcej kilometrów niż było zaplanowane. Dzień zakończyliśmy noclegiem na cudownej plaży (oddalonej ok. 90 km od Dubrovnika).

Woda, morze, góry… czego chcieć więcej? No może piasku zamiast kamieni – niewygodnie się na nich śpi.

Autorka relacji: Katarzyna Derda