Zimowe wejście na Łysicę

Można się śmiać, ale to nie było łatwe podejście. Łysica całkowicie porośnięta jest lasami. I ten drzewostan przytrzymuje śnieg, a w taką pogodę jak w miniony weekend tworzy się lód. A więc można było spaść! Co prawda potłukłaby się tylko d…, ale to mój tyłek i mam tylko jego jednego.

Nie chwalę się. Skąd znowu? Ale Łysica należy do Korony Gór Polskich! Co prawda jest najniższym z 28 szczytów, które tworzą tę chwalebną listę. Jednak te 612 metrów, bez dwóch centymetrów, robią wrażenie na każdym, który sapie na szczycie. W dodatku Łysica należy do najstarszego w Polsce pasma górskiego… Świętokrzyskiego. Mało wam hejterzy, kumple i kumpele? To jeszcze dodam, że na Łysicę w czerwcu przylatują wiedźmy. Powiecie, że jest luty, ale na to odpowiem, że złego czas nie dotyczy. Kto wie dla kogo jest luty, a komu już czerwiec? Kto wie?

Szczyt zdobywa się w kilku etapach. Pierwszym jest kapliczka przydrożna, w której sumienie narodu, niejaki Żeromski wraz z kumplem w 1882 roku na murze wydrapali swoje imiona i nazwiska. Co prawda Stefcio później się wykazał i opisał w Syzyfowych Pracach, śmierć powstańca z 1863 roku, który leży tuż obok, ale napis kłuje po oczach, tak bardzo, że nazwano ją.. kapliczką Żeromskiego.

Tu po prawej sumienie narodu, Stefan Żeromski wydrapał swoje imię i nazwisko w 1882 roku.

Tu po prawej sumienie narodu, Stefan Żeromski wydrapał swoje imię i nazwisko w 1882 roku.

Niedaleko od niej znów znajduje się kapliczka, tym razem świętego Franciszka. Prawdziwego świętego, a nie jak ten malowany Żeromski, bo spod kapliczki bije źródło leczące choroby oczu. Co niezwłocznie stwierdziłem chlapiąc sobie ślipia obficie.

Źródełko leczy oczy, więc warto skorzystać.

Źródełko leczy oczy, więc warto skorzystać.

Potem jest tylko droga na szczyt i piękne lasy, jacyś ludzie, dużo śniegu i lodu. Na końcu krzyż. Nie wiem jak czarownice znoszą takie sąsiedztwo, zwłaszcza że wyczytałem u niejakiego Niziurskiego w „Klubie włóczykijów”, że: (…) kiedy zbudowano żeński klasztor Św. Katarzyny u stóp Łysicy, czarownice, które do tej pory władały górą, bardzo się zdenerwowały i poprosiły diabła, żeby zniszczył klasztor. Diabeł zaopatrzył się w olbrzymi głaz i leciał z nim na Św. Katarzynę, żeby go zrzucić na pobożne mniszki. Lecz kiedy już był nad górą Klonówką, modlitwy mniszek sprawiły, że okrążyło go niezliczone stado gołębic tak, że nie mógł lecieć dalej i straciwszy orientację upuścił kamień na Klonówkę”

Słowem gdzie diabeł nie może, tam mniszka owszem. Krzyż stoi dumnie.

Godzinka? Godzina mordęgi i po wszystkim.

Godzinka? Godzina mordęgi i po wszystkim.

Na koniec chciałbym tylko powiedzieć, że niniejszym obiecuje co roku wchodzić na przynajmniej jeden szczyt zimą Korony Gór Polskich. W ten sposób za maksymalnie 28 lat będę miał odbębnione.