„Śledź” z Ziemiańskiej, czyli złote czasy warszawskiej gastronomii

Jeśli brakuje mi czegoś w dzisiejszej Warszawie to z pewnością ducha kawiarni artystycznych z dwudziestolecia międzywojennego. To były złote czasy stołecznej gastronomii – życie pulsowało, lała się wódka, a furorę robił „śledź” z Ziemiańskiej. To właśnie w historii tej warszawskiej kawiarni odbijają się tamte skomplikowane, ale piękne chyba czasy. Zapraszam na krótką podróż do stolika Skamandrytów…

Jest taka znana przedwojenna anegdota, którą bardzo lubię. Pijanego Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego, po nocnych hulankach w Adrii, budzi telefon od Marszałka Piłsudskiego, który żąda by ten natychmiast się przed nim stawił. Wieniawa, obawiając się otrzymania bolesnej reprymendy, ubiera się w garnitur. Zdumiony Marszałek pyta go na wejściu: „Co to za błazenada, że stawiasz się w cywilu, generale?”. A Wieniawa na to: „Cywil może dostać w mordę, żołnierz – nigdy!”.

Inna warszawsko-kawiarniana anegdota dotycząca Długoszowskiego związana jest zaś z Ziemiańską. To do niej – będąc w stanie jednoznacznie wskazującym – miał wjechać konno. Ale ostatecznie nie wjechał; głównie dlatego, że do Ziemiańskiej prowadziły słynne drzwi obrotowe…

Cukiernia Ziemiańska. Poleca wszechświatowej dobroci wyroby cukiernicze. Na Mazowieckiej kawiarnia otwarta do godz. 1-ej w nocy. Koncertuje zespół Henryka Golda.
Tekst reklamy prasowej

Ziemiańskich w Warszawie było kilka (około ośmiu). Najbardziej znaną, tą właściwą, była „mała” Ziemiańska przy Mazowieckiej 12 („duża” znajdowała się na rogu Kredytowej i Jasnej). Było to miejsce kultowe, w czasach przed telewizją i internetem (zwłaszcza Facebookiem…), skupiające kulturalne życie miasta. Sąsiadowała z Zachętą, Uniwersytetem, Akademią Sztuk Pięknych czy wydawnictwem „Rój” Melchiora Wańkowicza i Mariana Kistera. Podobno swą popularność zawdzięczała doskonałej kawie ze „śledziem”… W tym przypadku chodzi o śledzie na słodko, ciastka wykonane z biszkoptu, kremu i marcepanu. Do tego „ziemniaki”, czyli małe pączki – kolejny wyraz cukierniczej fantazji pracowników kawiarni. No i kawa „po warszawsku” – podobno niezbyt dobra w porównaniu do innych lokali – podawana w szklankach zapełnionych do połowy.

Ziemiańska, Oaza, Adria

Ulica Wierzbowa widziana od strony placu Teatralnego. Widoczne restauracje: „Adria”, „Ziemiańska” i „Oaza”. Fot: NAC

W początkach działalności, tuż po odzyskaniu niepodległości, Ziemiańską odwiedzali rozpoczynający artyści m.in. Adolf Dymsza czy Eugeniusz Bodo. Swój rozgłos – i największą popularność, która przypada na lata 20-ste – cukiernia zawdzięcza jednak Skamandrytom (którzy przenieśli się do niej po zamknięciu kawiarni Pod Picadorem).

W Ziemiańskiej, praktycznie każdego dnia od południa, przy małym stoliku na piętrze, spotkać można było Tuwima, Słonimskiego, Lechonia, Wierzyńskiego czy Franca Fiszera, który posłużył jako pierwowzór Pana Kleksa. Przy okazji warto odświeżyć kilka anegdot z tego fascynującego mnie szczególnie mości pana, bo to postać, która nie powinna zostać zapomniana! Fiszer, znany ze swej tuszy i jowialności, lubił mawiać, że „Właściwie kobiety dzielą się na dwie kategorie: damy i nie damy”. Albo: „I ja brałem udział w ruchu niepodległościowym, wprawdzie w sposób raczej bierny niż czynny. Zaproszony byłem do znajomych na kolację. Kiedy przyszedłem okazało się, że przed chwilą policja wszystkich gości zabrała do cyrkułu. Musiałem zjeść dwadzieścia cztery razy!”.

Wracając do Ziemiańskiej. Na parterze kawiarni, przy równie małym stoliku, siadał młodziutki Witold Gombrowicz, wtedy jeszcze zbyt „zielony” by przebywać z mistrzami. W letnim ogródku uwielbiał zaś przesiadywać Stefan Żeromski. Nierzadko na kawie pojawiał się tu także Bolesław Leśmian. To tu powstawały wiersze i pamfleciki oraz skecze do teatrzyków takich jak Qui Pro Quo czy Banda. No i wspomniany na początku Wieniawa-Długoszowski, generał, ale przede wszystkim ulubieniec Piłsudskiego i niezły zawadiaka, którego w kawiarni spotkać można było w towarzystwie Józefa Becka czy Walerego Sławka.

Dodajmy do tego, że Ziemiańska była na czasie z nowoczesną technologią. To tu właśnie można było odbywać rozmowy telefoniczne z aparatów ustawionych na stolikach…

W słynnej cukierni „Ziemiańskiej” na ulicy Mazowieckiej znajdowało się magiczne półpiętro, gdzie stał tylko jeden stolik i gdzie schodzili się poecie „Skamandra” i różne znane osobistości ze świata artystycznego. Ileż razy marzyłam o tym stoliku poetów. Pisałam i drukowałam już trochę, ale nie miałam tam wstępu. Stolik był ekskluzywny, a straż, niesłychanie surową, pełnił przy nim Lechoń, odpędzając, przy pomocy morderczego dowcipu, wszystkich niepowołanych.
Irena Krzywicka, Wyznania gorszycielki

To wszystko sprawia, że do kawiarnio-cukierni przybywały tłumy. Często nie tylko na słodkości, ale także by wypatrywać „celebrytów”. Tak, to były czasy, kiedy gwiazdami byli poeci, malarze, pisarze…

Maja Berezowska Ziemiańska

Maja Berezowska, Przy stoliku w Ziemiańskiej. Od lewej: Jarosław Iwaszkiewicz, Julian Tuwim, Kazimierz Wierzyński i Jan Lechoń

Kawiarnia przetrwała bombardowania Warszawy w 1939 roku, działała w czasie wojny, ale już bez swoich najznamienitszych gości. Budynek spłonął w czasie Powstania Warszawskiego, kończąc ostatecznie historię Ziemiańskiej.

Po wojnie Ziemiańska była przedstawiana jako przykład kulturalnej degrengolady międzywojennej inteligencji. Nie przeszkadzało to wszystkim liczącym się kawiarniom i restauracjom nawiązywać do Ziemiańskiej. Z mniejszym lub większym (nie)powodzeniem.

Wybaczcie mi dość tani sentymentalizm, ale dziś takich kawiarni artystycznych już nie ma. Są miejsca-korporacje z kawą za 20 złotych, są konkursy piękności na Placu Hipstera, tfu, Zbawiciela. Co cieszy, powstaje dużo kawiarni, które mają na siebie ciekawy pomysł i starają się być czymś więcej niż przystankiem na szybką kawę i kiszę. Ale Ziemiańskiej, jak nie było, tak nie ma.

  • El Kowalsky

    Można poprosić o informację jak sie ma widoczna na zdjęciu z ul. Wierzbowej Adria, obok Ziemiańskiej, do Adrii z ul. Moniuszki ?

  • Gość

    Wieniawa-DługoszEwski i to kilka razy! Żenada!

    • Spokojnie, bez ciśnień. Dzięki za zwrócenie uwagi, już poprawiłem.