Korea, Trump i jacuzzi

Wojna atomowa wisi w powietrzu. Ziemia drży. Świat się przygląda. Przeczytajcie jakie przygody ma Aleksander w Korei Południowej.

Poprosiłem brata o to, aby opisał mi co widzi i jak jest w Korei Południowej. Liczyłem na przewodnik, ale na szczęście przysłał mi ten o to list…

2030, 25 kwietnia 2017, Seul, Korea Południowa

Wojna w Korei wisi na włosku – od kilku tygodni jestem bombardowany informacjami na temat rychłego konfliktu – pisze mój brat Aleksander z Seulu. – Dziś, czyli w 85-lecie założenia Korei Północnej, oczekuje wieczornej salwy z rakiet atomowych.

Wyczerpany padłem na łóżko, po całodniowym zwiedzaniu dziesięciomilionowego miasta. Chcę odespać, ale czuję szarpnięcie ramienia, jakby ktoś walczył z moim bezwładnym i zatopionym głęboko we śnie ciałem. Ktoś mnie budzi, choć ja nie chcę. Leżę rozciągnięty w podwójnym łóżku, dźwiękoszczelny pokój pozwala mi na chwile wyciszenia od handlowej części miasta, w której znajduje się mój hotel. Wygodne łóżko gwarancją głębokiego i relaksującego snu – można by wyczytać w ulotce reklamującej mój materac. Naprawdę nie chce by ktoś mnie zbudził.

Kolejne, tym razem mocniejsze szarpnięcia. Krzyk, a w nim zatopione moje imię. Zrywam się na nogi, czuje że łóżko, podłoga, pokój… Falują. Przerażona współtowarzyszka ze wzrokiem wbitym w swojego obrońce czeka na reakcję, odpowiedź. Co właściwie się dzieje? Pokój drży. Setki myśli. Czyżby wojna? A może trzęsienie Ziemi? W telewizji wspominali, że rok wcześniej po podziemnej próbie atomowej w Korei Północnej, mocno na południu Półwyspu wskaźniki wskazały ponad 5 stopni w skali Richtera. Wybiegam na taras. Szybki rzut okiem na miasto. Oczekuje widoku wojny atomowej. Ciężarówek wypełnionych żołnierzami, wymiany ognia między sąsiednimi, zwaśnionymi, bratnimi krajami. Morza ognia, milionów pocisków i ewakuacji mieszkańców i krzyku przerażonych ludzi. Robię zdjęcie.

Seul

Seul – widok z mojego okna hotelowego w 85 rocznicę istnienia Korei Północnej

Selfie z czasu wojny w Korei

Wypatruje. Nic nie widzę. Panikę tłumu zasłaniają mi wieżowce. Słyszę, dobiegający z ulicy huk ciężkich maszyn bojowych, nawoływanie mężczyzn, niezrozumiale dla mnie krzyki i wrzaski. Myślę, że nie mamy zbyt wiele czasu. Seul od Korei Północnej dzieli zaledwie godzina. Tam na granicy stoi dziesięciomilionowa armia, która wtoczy się między budynki. Zaraz nie będziemy mieli jak i gdzie uciec. Należy działać. Nagle, jakby ręką uciął, cisza. Na tarasie przestało bujać. Dziwne uczucie otępienia, zmieszania, może jednak sen. Mam przebłysk geniuszu – muszę zejść na dół i dowiedzieć się od pracowników co się dzieje. Już w drzwiach ostatnie spojrzenie na telewizję. Zabawne, że w swoim podstawowym odruchu potwierdzam istnienie wojny w telewizyjnym breaking news lub internecie. Szukam informacji w publicznym kanale KBS. Nic nie rozumiem. No dobra to jeszcze Facebooku… Co za głupota by korzystać z niego, aby sprawdzać czy Seul już się pali. Szukam, nie pytajcie dlaczego, pod hasłem Korea. Ostatni wpis dwie godziny temu, czyli selfie dwóch Koreanek w metrze.

Palec Trumpa

Kolejny bezsens, wojna nuklearna, a ja zjeżdżam powoli windą z muzyczką w tle. Moje wszystkie instynkty sprowadzają mnie do recepcji hotelu z idiotycznym pytaniem na ustach, dlaczego moje łóżko drży? Milutka, koreańska recepcjonistka, nie znająca ni w ząb angielskiego, zdolna jest jedynie do powtórzenia słowo w słowo mojego pytania. Mało kto zna język angielski w Seulu. Ukłoniłem się grzecznie. Na ulicę jednak wybiegłem. Zataczający się faceci w garniturach… Od alkoholu nie od gazu musztardowego. Co się u licha dzieje?

Ulica Seulu po godzinach pracy

Ulica Seulu po godzinach pracy

Pierwszy, wojenny wywiad informacyjny się nie udał. Wracam do pokoju, na wejściu mówię głośnie Cicho! Dziewczyna zamarła. Oczy śledzą każdy mój ruch. Napięcie. Jakbym coś wiedział, choć nic nie wiem. BBC jak na zawołanie rozpoczęło nadawanie programu o amerykańskich łodziach podwodnych, które przypłynęły do Seulu, o sile rakiet atomowych oraz o Donaldzie Trumpie, który zza mórz i oceanów grozi palcem na te tajemnicze państwo na północny. Mogę tam jutro pojechać, odwiedzić strefę DMZ (zdemilitaryzowaną), za jedyne 50 tysięcy Wonów (170 złotych – red.). Nic trudnego.

DMZ2
Ziemia znów się zatrzęsła. Wyskakuje na taras. To sąsiad. Włączył u siebie jacuzzi. Jego mechanizm porusza taras, ten pokój, przez co drży też łóżko. Szybki krok do tyłu. Dzień wcześniej a jakże… też się kąpałem w bąbelkach. Został mi po tym katar. Uspokojony, że jednak nie wojna, kładę się do ciepłego łóżka. Sąsiad ma rację, jak zginąć w wojnie atomowej to z przytupem: z kieliszkiem szampana w jacuzzi, w objęciu ukochanej, z pięknym widokiem na las wieżowców. Usypiam przy drżeniu łóżka, krzyku pijanych pracowników okolicznych biur i zgiełku ulicznego ruchu, który mimo dziesięciu linii metra wciąż stoi w niewyobrażalnych korkach.

Jacuzzi na hotelowym tarasie w Seulu

Jacuzzi na hotelowym tarasie w Seulu