Stefkowe sceny – Wenecja

Co byście zrobili gdybyście mieli dokładnie godzinę w tak pięknym miejscu? Znam takich co poszliby do najbliższej kawiarni i usiedli w słońcu. Większość poszła do najbliższej pizzerii, by kupić placek, przynieść na statek i zjeść na burcie. Ja tam… Łaziłem.

Zupełnie inaczej wstaje się o piątej rano, wśród porannych mgieł, mokrego ziąbu, jeszcze przed Słońcem, gdy cumuje się w Wenecji.

P1530508Zwiedzanie WenecjiP1530508Dopiero gdy wpłynąłem do głównego kanału mgły ustąpiły, jak kurtyna w teatrze ukazały niezwykłą scenografię. W zasadzie to mi wszystko jedno gdzie byśmy zacumowali, czy przy parku nad samą wodą, czy też obok przepięknego włoskiego żaglowca – Amerigo Vespucci, czy może przy samym placu Świętego Marka. Spokojnie przepłynęliśmy przy wszystkich tych kamieniczkach, skrywających hotele, restauracje, biura projektowe, obiekty turystyczne, wejścia do kanałów, mostki i ten Westchnień także. Przepłynęliśmy obok i kto tylko mógł był na burcie, wpatrzony w widok sunącego miasta na wodzie. Zacumowaliśmy zupełnie z boku, w zasadzie w miejscu, w którym Wenecja już się kończy. Niedaleko wielkich wycieczkowców, tuż obok jachtu jakieś przebogatej pani, która będąc kelnerką, podała drinka milionerowi, zakochał się w niej i odmienił jej życie. Zacumowaliśmy na przeciwko liceum o profilu projektowym, w dzielnicy Dorsoduro pełnej sklepów papierniczych, szkół plastycznych i artystów.

I tyle byłoby z Wenecji, gdyby nie bosmańska litość.

Godzina w mieście – Zwiedzanie Wenecji

Co byście zrobili gdybyście mieli dokładnie godzinę w tak pięknym miejscu? Znam takich co poszliby do najbliższej kawiarni i usiedli w Słońcu. Większość poszła do najbliższej pizzerii, by kupić placek, przynieść na statek i zjeść na burcie. Ja tam, jak tylko bosman pozwolił zejść ze statku… Łaziłem. I pewnie wybrałem najgorszą opcję, ale na szczęście trafiłem do Small Caps. Jest to maleńki punkcik w lekko zapuszczonej kamienicy przy niezbyt ruchliwym kanale. Siedzi tam dwóch panów i obszczekujący klientów pies. A na ścianach wiszą plakaty. Projektują je na miejscu. Są z festiwalów filmowych, teatralnych, wydarzeń kulturalnych, akcji społecznych.

Plakaty z Wenecji
Kiedyś rozmawiałem z Jakubem Erolem, który tworzył, gdy dużo się mówiło o polskiej szkole plakatu filmowego. I powiedział mi, że był czas, iż plakat był dziełem sztuki, a ulice miast największymi galeriami. Ludzie zrywali je i trzymali w domu jak obrazy największych mistrzów. No i w takim miejscu byłem… W Wenecji.

Carlo Scarpa

Godzina na zwiedzanie Wenecji nie pozwoliła cieszyć się mi architekturą kamienic i pałaców miasta. Ale na szczęście mogłem sobie poczytać. Wpływ stylów architektonicznych na Wenecję jest widoczny gołym okiem. Zachowały się budowle bizantyjskie, gotyckie, wszystkie te Rokoko i Baroki. Mamy na statku dwutomowy album Wenecja Sztuka i Architektura. Każdy z tomów ma rozmiary Potopu Sienkiewicza. I tam czytam że złote czasy dla Wenecji przypadają na szesnasty wiek. Wtedy to do miasta z Rzymu przybył architekt Jacopo Sansavino, który propagował nowy rzymski image. Przebudowywał budynki na placu świętego Marka, dodawał kolumny pałacom, nie szczędził łuków, rzeźb.
O Carlo Scarpie w książce nie piszą, ale powiedziano mi, że muszę zobaczyć jego dwie prace Negozio Olivetti i Querini Stampalia. Ten pierwszy miał być czymś w rodzaju nowoczesnej wystawy na placu Świętego Marka. Uwagę przykuwają schody zawieszone w powietrzu. Ten drugi to fundacja, która w całości została zaprojektowana przez Scarpę. Trzeba obejrzeć ogród, który zachwyca detalami. Ja to widzę wszystko na zdjęciach, ale przecież to pewne, do Wenecji jeszcze wrócę i zobaczę gołym okiem.

Plac kopany

Plac świętej Margerity - plac kopany

Plac świętej Margerity – plac kopany

Gdy kiedyś byłem w Wenecji – niezbyt mi się podobało. Bo śmierdziało, bo przeludnione, bo mnóstwo turystów i bardzo drogo. Dopiero gdy wypiłem karafkę wina, obraz miasta odmienił się. I chyba został już taki, jak po tym winie, gdy zgubiłem się w uliczkach i usłyszałem flisaka śpiewającego O Sole Mio. Tym razem zachwycił mnie plac. O mostki w Wenecji nie trudno, ale place to prawdziwa niezwykłość. I nie był to mały placyk przed kościołem. Plac nosi imię świętej Margherity. Jest duży i pełen chłopców kopiących piłkę, dziewczynek skaczących przez skakankę i staruszków siedzących na ławkach z boczku – obserwując to co dzieje się dookoła. I ludzi w kawiarniach, i drzewo, i sklepy. I Wenecja nie wydała się mi Disney Landem na wodzie, a miastem, w którym dzieje się także codzienność.

Plac świętej Margherity - Wenecja

 

Ciekawy adres:

Mistero Buffo – Laboratorium Masek Karnawałowych – Niewielki sklepik, w którym tworzy się papierowe maski. Najpierw formuje się  gliny wzór, potem modeluje na nim maskę z papieru, w końcu ją się maluje i ozdabia. Warto zobaczyć na własne oczy jak to robią.

Maski w Wenecji