Armia. Marzenie nieulotne.

Jesteśmy przed Oleniegorskiem, w drodze do Murmańska. Wagon stukocze rytmicznie. Za oknami lekka zadymka. Stolik w przejściu zajęła dwójka dzieci, chłopiec i dziewczynka. Zdaje się, że pięciolatkowie. Cały stolik zasypany klockami i zabawkami. Dzieci dopiero się poznały, więc wciąż niechętnie, ale też z każdą minutą coraz śmielej, dzielą się ulubionymi przedmiotami. Chłopiec pozwala dziewczynce na latanie myśliwcem, a tymczasem sam zatacza po blacie stołu coraz szersze kręgi transporterem opancerzonym. W rogu blatu czekają jeszcze czołg z długą lufą i żołnierz w uniformie maskującym z radiostacją.

*

Noc Muzeów w Pietrozawodsku. 15 maja. Długo oczekiwany moment dla wszystkich spragnionych wiedzy i wrażeń. Część obiektów jest dostępna dla zwiedzających już od południa. Przechadzamy się po mieście i zaglądamy to tu, to tam. Naszą uwagę przykuwa niepozorne boisko do piłki nożnej na terenie jednej szkoły podstawowej. Grochówka, uniformy wojskowe i możliwość obsługi radiostacji. Festyn w klimacie żołnierskim trwa w najlepsze. Dzieci, rodzice oraz grupka żołnierzy–instruktorów oddają się wspólnej zabawie. W jednym z narożników boiska owa zabawa przybrała jednak formę treningu dla najmłodszych z przysposobienia obronnego. Białe, pękate worki czekają nieruchomo, oparte o drewniane słupki. Za chwilę kolejny bagnet spróbuje przebić się przez warstwę słomianego obiektu. A żołnierz wytłumaczy po ojcowsku, na co w przyszłości należy zwrócić baczniejszą uwagę.

**

Maj 2014. Kostia ma 34 lata. Służy w jednostce pod Krasnojarskiem. Wraca z przepustki. Dosiada się do nas w miejscowości Tiumień. Jest lekko zawiany i usilnie szuka kompanów do podzielenia się zebraną w sercu żółcią. Rzuciła go dziewczyna. Powód prozaiczny. Za dużo alkoholu i wymachiwania rękoma. Dziewczyna nie wytrzymała. Kostia ma żal do siebie.

Kocham ją! — 0twiera się przed nami coraz mocniej – Suka! W dłoni cały czas trzyma litrowy karton z czerwonym winem. – No! Teraz wy – i podsuwa karton pod nasze kolana.

Widzimy w jakim jest stanie, więc wychylamy po łyczku. Kwaśne i gębę wykręca, ale nie ma rady. – Jak pijesz? – Kostia na siłę napełnia nasz kubek. – Teraz pij. Popijamy zatem te cierpkie, czerwone pomyjki, licząc, że nasz pogranicznik zaraz padnie ze zmęczenia. – Służyłeś? – pyta jak tylko przełknął serię głębszych łyków. – Nie chciałem iść do wojska – próbuję uciąć dyskusję, spodziewając się, gdzie może nas zaprowadzić. – A ja służyłem! Duma i ślina jednocześnie wypadają z ust Kostii. – Trzeba iść do armii. Każdy powinien to zrobić. Zobacz co dzieje się na Ukrainie.Nie interesuje nas polityka – w duchu czuję, że ta wymówka nas nie uratuje. – Co?! Przecież tam ludzie giną! Dzieciaki jeszcze. Ukraińcy ich mordują! – wzburzenie Kostii osiągnęło punkt krytyczny. Zaraz jednak opamiętał się i przysiadł na naszej kozetce. – Słuchaj – zaczął stanowczo – armia jest jak matka. Uczy, karmi i jest domem. Szanuję armię. To dzięki niej Rosja jest silna, a inni czują przed nią strach. Armia to bezpieczeństwo!

*

Luty 2015. Żenia jedzie z nami tym samym pociągiem z Hat Yai do Bangkoku. Od kilku miesięcy mieszka i dorabia w Pattayi, która jak magnez co roku przyciąga do Tajlandii tysiące Rosjan. Żenia za miesiąc będzie obchodzić 28 urodziny. Jego najbliższy plan to Korea Południowa, gdzie znajomy Rosjanin nagrał dla niego jakieś zajęcie. Żenia nie wie co to będzie, ale nie ma to znaczenia. Będzie z tego duża kasa. Zostanie tam przez kilka miesięcy, a potem wyleci do Meksyku i Ameryki Południowej. Tam również znajomy Rosjanin wkręci go w jakiś biznes.

Żenia pochodzi z okolic Jekaterynburga. Skakanie po świecie to dla niego szansa, na którą nie może liczyć, pozostając we własnym kraju. Sądziłem, że usłyszymy od niego coś w tym stylu. Nic takiego jednak nie nastąpiło. – Na Uralu – rozpoczął Żenia – nie ma perspektyw dla młodych ludzi. Ale to tylko chwilowe. To efekt działania Unii Europejskiej. Powymyślali embarga i inne takie. Ale Rosja sobie poradzi! – zakończył z pewnością w głosie. – Putin to silny i mądry facet – zaczyna po krótkiej pauzie. – I Krym jest znowu nasz – dorzuca, jakbyśmy rozmawiali o bezspornym temacie. – Jak Unia zablokowała dostawy mięsa, to Putin zaraz poleciał do Ameryki Południowej i podpisał kontrakt z Argentyną. Mamy teraz tańszą i lepszą wołowinę. A Unia niech płacze. Nikt Putinowi i Rosji nie podskoczy – Żenia wpatruje się w nas twardym spojrzeniem, a jego oczy podkreślają głębokie przekonanie w sens wypowiedzianych słów. – A jak ktoś tylko spróbuje, poniesie klęskę. Wielu już próbowało podnieść na nas rękę.

Rozmowa zaczęła przypominać recytację wyuczonej na pamięć formułki. – Różni już u nas byli. Polacy w czasach Wielkiej Smuty, i Szwedzi, i Napoleon, i Finowie, i Hitler. Wszystkich przegnaliśmy! Nasza armia jest niepokonana! Jak Unia spróbuje nas zaatakować, to ją też przegnamy.Skąd taka pewność? – rozmowa zaczynała nużyć, swoją przewidywalnością, więc dolewam kilka kropel oliwy do ognia. – Przecież nie możesz przewidzieć przebiegu i konsekwencji wojny przed jej rozpoczęciem. A co, jak byście przegrali?Nie ma takiej możliwości! – Żenia napuszył się gwałtownie. – Nasza armia jest zbyt silna, a Putin to najlepszy prezydent i polityk. Wie co robi. Unia Europejska i Stany Zjednoczone nie mają szans. Pokonamy każdego.

*

Maj 2014. Opuściliśmy przedział plackarty w poszukiwaniu działającego gniazdka do ładowania. Kolejne działające czekało na nas dwa wagony dalej. Nie było rady. Na czas podładowania baterii, zostaliśmy razem z komputerem przy drzwiach do toalety. Kabel od ładowarki zawisł w przejściu korytarza, niczym sznurek na pranie. Początkowo unosiliśmy go do góry, aby ułatwić swobodne przemieszczanie się innym pasażerom. Za dużo osób kręciło się jednak między wagonami i za dużo wychodziło na papierosa. Kabel zatem zwisał swobodnie, a my wygodnie oparci o kosz na śmieci, obserwowaliśmy z zaciekawieniem, jak odmienne techniki stosują podróżni, aby pokonać tę niecodzienną przeszkodę.

foto Rosja

Nieoczekiwanie, kabel do ładowania otworzył przed nami drogę do nowych znajomości. Skąd jesteśmy, gdzie jedziemy, co robimy? Molodcy! Na nudę w korytarzu wagonu tuż przy drzwiach od kibla nie mogliśmy narzekać. W którymś momencie, w przejściu między wagonami, mignęły nam mundury w panterkę. Jacyś wojskowi wyszli na papierosa. Szybko i oni wyłapali nas przez okienko w drzwiach. – Privet rebiata. Gdzie jedziecie? – i już mamy kontakty w rosyjskiej armii. Wojskowi okazali się świeżo upieczonymi kadetami. Mają po osiemnaście lat. – Armia to największe dobro – zaczęli wyjaśniać swoje położenie i decyzję, mówiąc jeden przez drugiego. – Niczego ci nie brakuje. Masz szacunek wśród ludzi. Armia daje mieszkanie, uczy zawodu i pozwala żyć godniej – Jak tylko zechcę, mogę ci skręcić kark jedną ręką – z dumą rzuca jeden z chłopaków. – Słyszałeś o Specnazie? To my. Tak słyszałem – odpowiadam. – Suworow ładnie opisał tę jednostkę specjalną w jednej ze swoich książek. Dzięki niemu wiem, co można zrobić z małą saperką.

Chłopaki nie słyszeli o tym całym Suworowie,  który według Zachodu dokonał wielkiej rzeczy, między innymi, ujawniając zasady działania GRU oraz jednostek Specnazu, a na którego sama Rosja i jej służby bezpieczeństwa wydały wyrok śmierci i uznają za najgorszego zdrajcę. Nasi kadeci mają to w nosie. I poniekąd może i słusznie. To w końcu wydarzenia z czasów ZSRR. Byli jednak zadowoleni, słysząc, że doceniam sztukę posługiwania się saperką. – Żadna inna armia tego nie potrafi! – Wchodziliśmy coraz głębiej w tajniki żołnierskiego rzemiosła. – Wiemy jak zbliżyć się na dwa metry do wroga, żeby ten nic nie usłyszał. Nie potrzebujemy karabinu ani granatów. Nawet nie zauważy, kiedy odetniemy mu głowę. – Dumny uśmiech rozpogodził twarze młodych patriotów. – Pochodzę z małej wsi – ciągnął drugi z nich. – Jak miałem 14 lat, należałem do miejscowej mafii. Normalna sprawa – przytakuje ten pierwszy, wzruszając ramionami i uśmiechając się dobrodusznie. – Dali mi pistolet. Taki normalny. Ściągałem haracze. Respekt był. Bali się. Jak ktoś podskakiwał, dawałem w ryj. Ale w armii jest lepiej. Jest większy porządek. Każdy zna swoje miejsce. Ja słucham starszych, a kozły i reszta pacanów słuchają mnie. Nikt nie wychodzi przed szereg.Jak będziecie kiedyś w Nowosybirsku – ucina temat drugi z kadetów, pokazując, że na nich już czas – musicie odwiedzić naszą wieś. To niedaleko. Latem jest pięknie. Tam żyją dobrzy ludzie.

*

Maj 2014. Wołodia jest synem Anny z Ułan Ude. Skończył 8 lat, ale zachowuje się jak dorosły mężczyzna. Troszczy się o mamę i o rośliny w przydomowym ogródku. Jest bardzo obowiązkowy. Czasem aż nazbyt, jak na swój wiek. Na pomysł spontanicznego nocnego wypadu na wschód słońca nad Bajkałem, Wołodia odmawia stanowczym tonem, podkreślając, że to kiepski pomysł, bo będziemy zmęczeni. Zostaje w domu. Gdy wracamy w porze śniadania, on właśnie kończy spacer z psem.

Anna samotnie wychowuje Wołodię. Jest rozwiedziona. Wszyscy mężczyźni w rodzinie służyli w wojsku. I ojciec Anny, i jej mąż. Nie jest to dla niej powód do zadowolenia. Anna zdaje sobie sprawę, że jej syn również wiąże swoją przyszłość z armią. I nie są to żadne ulotne dziecięce marzenia, tylko gruntownie opracowany w głowie ośmiolatka plan na życie. Wyczuwa się to w rozmowach z Wołodią, jak również w jego zachowaniu i schemacie dnia, które celowo sprowadza do formy musztry wojskowej. Jest dzieckiem, a już rano określa plan działania na cały bieżący dzień i sztywno trzyma się ram tego planu.

Swoje wakacje Wołodia od kilku lat spędza z dziadkiem w Dolinie Tunkińskiej. Pochłania ich ciężki trekking i życie na granicy przetrwania na pustkowiu. Odcinki dzienne to często 20 kilometrów ostrego marszu. Wypady trwają kilka dni, a czasem nawet 2 tygodnie. Wołodia lubi o tym rozmawiać. Widać, że czerpie dużą satysfakcję z tych spotkań z dziką naturą. – To wzmacnia mnie i hartuje – stwierdza przy którejś okazji. Anna cieszy się z radości syna, ale nie jest spokojna. Martwią ją te wojskowe zapędy. Szczerze chciałaby już zakończyć tę rodzinną tradycję. Jako kobieta wie jednak, że nic nie jest w stanie zrobić. – Jest uparty jak ojciec i dziadek – wzdycha w samochodzie, gdy nie ma z nami Wołodii. – Wolałabym, żeby pociągało go coś innego, ale wiem też, że jak postawię na swoim, mogę go stracić. W jego głowie jest tylko armia. Fascynuje go. Jest dumny z ojca i dziadka. Jest dumny z poziomu technicznego i siły, jaką prezentuje rosyjska armia. Nie opuszcza parad wojskowych. Chce być najlepszy, a armia daje mu szansę na udowodnienie swojej wartości. Wiem, że jak tylko osiągnie odpowiedni wiek, wstąpi do wojska z własnej woli. Ma dopiero 8 lat, a ja już wiem, że Rosja ma nowego żołnierza.

Go-jek, czyli Indonezja na skuterze

Jest alternatywa dla klasycznej formy moto taksi w indonezyjskim wydaniu, czyli ojek, które przestają spełniać oczekiwania klientów. Ojek w wydaniu klasycznym, to po prostu koleś, który posiada własny motor albo skuter i postanawia zarabiać na przewozie osób. Z taką usługą wiążą się jednak pewne ryzyka. A te otworzyły drogę pomysłodawcom go-jeka. (więcej…)