Białoruś: śmierć jak przyjaciółka

Białoruś najczęściej kojarzy się ze sterylnie wysprzątanymi ulicami, drogimi samochodami w stolicy i oczywiście Łukaszenką. Ale jest też inna Białoruś i aby ją zobaczyć trzeba się spieszyć. To białoruska wieś. 

Jeszcze całkiem niedawno wsie były zamieszkiwane przez setki mieszkańców, teraz pozostało tam zaledwie kilka osób. Wymierają tak szybko, że podczas kręcenia tego dokumentu umarły trzy osoby. A są to ludzie niezwykli, którzy mieszkając w skrajniej biedzie są ogromnymi optymistami. Ludzie żyją tu w oczekiwaniu na przyjazd sklepu na kołach i na przylot bocianów. Żyją także w oczekiwaniu na śmierć, która w tym miejscu jest częstym gościem, i na którą czeka się jak na przyjaciółkę, która nikogo nie skrzywdzi.

Tu ludzie jeszcze pamiętają język białoruski przekazany im od mamy, a nie z radzieckich podręczników – jak u reszty młodszych mieszkańców kraju. Ci ludzie są samowystarczalnymi anarchistami. Państwo które cały czas zmieniało nazwy i władców było wrogiem i niech kierownik PGR tylko spróbuje przyjść z podatkiem na konia, a 90-letnia staruszka przypomni sobie gdzie zakopała strzelbę.

By pokazać białoruską wieś wyruszyłam tam razem ze sklepem obwoźnym, docierając do miejsc gdzie nie dojeżdżają autobusy i praktycznie nie ma dróg asfaltowych. Film powstał dla Telewizji Belsat.

Volha Shved, dziennikarka, redaktor strony internetowej Telewizji Belsat, reżyserka dwóch filmów dokumentalnych. Jak mówi o sobie: mieszkam w Polsce od 10 lat, ale nie tracę nadziei, że wrócę na Białoruś i najlepiej na wieś.