Serial z Barra Grande. Część 1.

Ropa wsiąkała prosto w glebę, podobnie jak gówno i inne nieczystości z bungalowów i knajp rozsianych w rajskim Barra Grande…

Koniec części pierwszej.Przeczytaj część drugą: Podróż po królowę roślin. Część 2

* Posługuję się zmienionymi imionami prawdziwych bohaterów tej przygody.

Ayahuasca w Brazylii nie była moim celem. Chciałem znaleźć tam raj. Dlatego też wybrałem się do Barra Grande. Oto pierwszy odcinek reportażu z podróży, który zmienił moje życie.

Przed stacją benzynową syn właściciela spuszczał oleje z kolejnych samochodów i motocykli. Gdyby chociaż pozabijały komary. A tu nie, rżną ostro, zawsze w dwóch porach dnia. O piątej rano, tuż przed wschodem słońca i tuż przed jego zachodem, o siedemnastej.

Barra Grande pływa na szambie i wszyscy mają to głęboko w dupie – mówi mi Chris, obywatel świata z amerykańskim paszportem. Szlaja się po Ziemi od dwudziestu lat, z czego ćwierć tego okresu spędził w Barra Grande. Utrzymuje się sprzedając miejscowym, a przede wszystkim turystom, czekoladowe brownie wypieczone z marihuaną. – Brazylijczycy to debile, a największym jest ten dupek ze stacji benzynowej. Srają do własnego raju.

Serial z Barra Grande4

Amerykanie chcą pouczać wszystkich. Mieszkam z nieszczęśliwie zakochaną żydówką Tatianą* i hipiską Anną, matką Balona i Pocahontas, jak nazwałem jej córki. Potem przyjechał jeszcze jej partner życiowy, ojciec dziewczynek Yorg.

Wyglądasz głupiutko w tych okularach – Pięcioletnia Balon na szczęście nie nauczyła się jak mówić, by nie urazić. Jeszcze. Zauszniki moich okularów odpadły po czterech miesiącach włóczenia się po bezdrożach Ameryki Południowej i utrzymywałem je na sobie tylko dzięki dużemu nochalowi i zadzieraniu głowy do góry.

Ciocia Tatiana jest nieszczęśliwa – zauważała z kolei Pocahontas. Gdy życie to miód, najczęściej użre cię osa – odpowiedziała zaraz Tatiana, która nie lubiła owijać w bawełnę. Miałam przyjechać do Brazylii, by poznać jakiegoś przystojnego chłopca i oddać się na miesiąc fizycznej miłości, ale ten facet zadzwonił do mnie tuż przed wylotem. Nie mogę przestać o nim myśleć – kończyła i od razu szła do kafejki internetowej, pogadać ze swoją nową miłością, która czekała na nią w Izraelu.

Tydzień na warzywach

Wydawało się mi dziwne, że Tatiana jest w jednym z trzech rajów Brazylii, a całe wieczory przesiaduje w internecie. Bo jestem zakochana! Nigdy go nie widziałam. Umie mówić – przekonywała, a te ostatnie słowa przywiały mi do głowy myśl, że kobiety potrafią zakochać się przez uszy. Dała się w końcu odciągnąć od wi-fi, zaprosiła mnie na caipirinha do jej znajomych hippisów.

Tak poznałem Annę i jej rodzinę. To ich ostatni tydzień w Brazylii, w której spędzili dwa szczęśliwe lata.

Anna i Yorg żyli w związku otwartym. To znaczy, że Anna rodziła Yorgowi córki, a on miał kochanki. Namawiał ją do tego samego. Spróbuj z innym! – mówił, ale nie chciała. W końcu jednak znalazł jej partnera. Yorg nie spodziewał się jednak, że jego kobieta zakocha się w tym innym. Wyjechał podumać na miesiąc. Wiem, że nie powinnam tego mówić, ale był to mój najszczęśliwszy miesiąc życia – powiedziała mi Anna, któregoś wieczoru.

Yorg wrócił odmieniony. Porozmawiał z partnerką i namówił ją do wyjazdu z Brazylii. Wyrzucił jej amanta. Mieli ratować swój związek, bo on ją kocha, a ona ma z nim dzieci. Są rodziną, przekonywał.

Serial z Barra Grande5

Ostatni ich tydzień w Brazylii, a mój pierwszy tydzień życia tylko i wyłącznie na warzywach. Anna, Tatiana i Yorg są jaroszami. Modlą się przed każdym posiłkiem, dziękując matce ziemi za dary, którymi ich obdarzyła. Pierwszy raz modlę się przy stole. To wszystko brzmi trochę melodramatycznie. Dziewczyny zwierzają się ze swoich miłości, a mnie się wydaje, że mam im poradzić. Jesteś naprawdę zabawny, że znasz odpowiedzi na moje problemy – Tatiana zjadła trochę za dużo ciastek Chrisa. A ja po prostu chcę się wygadać.

Do roli konfesjonału jestem przyzwyczajony. Twarz obcego jest jak twarz księdza, wysłuchującego grzechów. Nie zapamiętasz jej. Łatwiej wtedy się gada.

Dwie drogi do Raju

Do Barra Grande leżącego na końcu półwyspu Maraú w Bahii prowadzą dwie drogi. Ta gorsza to rozjeżdżone przez ciężarówki klepisko, które ciągnie się przez cały półwysep. Dobrym samochodem te pięćdziesiąt kilometrów jedzie się bite dwie godziny. Ja jechałem autostopem i zajęło mi to pięć godzin.

Druga droga jest jeszcze bardziej wyboista, a mimo to częściej wykorzystywana. Za 15 realów dojeżdża się taksówką wodną z Camamu rzeką Orojo. Motorówki pędzą po wyboistych falach wyładowane ludźmi i ich dobytkiem.

Do Barra Grande przyjechałem, bo według mojego sondażu, przeprowadzonego wśród spotkanych tubylców, w Brazylii są trzy raje: Chapada Diamantina, Jericoacoara i właśnie Barra Grande. Pierwszy to górski park narodowy, drugi miasto na plaży, a ten trzeci, w którym jestem, na potrzeby turystów nazywany jest Polinezją Brazylii. Jeździ się tu na wypoczynek, by ćwiczyć jogę na plażach i wstawać przed wschodem słońca, aby patrzeć na fale. Tak robią tutejsi surferzy. Całymi dniami przesiadują w kucki na złotym piachu i patrzą. Ocean jest wielki, ale miejsc dla nich niewiele. Ich styl życia wydaje się mi bardzo zagadkowy. Najważniejsze jest zachowanie balansu, równowagi – mówi mi Rocket, Australijczyk, który specjalnie przyjechał tu dla brazylijskich fal. Patrzę na ciebie i już widzę, że tego u ciebie nie ma. Garbisz się, jesteś zaniedbany. A w życiu, jak na fali należy mieć balans.

Ech te przydrożne mądrości – myślę sobie.

Tym ogórkiem bez hamulców przejechałem by przeżyć największą swoją przygodę. Stefan.

Tym ogórkiem bez hamulców przejechałem by przeżyć największą swoją przygodę. Stefan.

Ayahuasca w Brazylii

Może byś chciał wziąć udział w rytuale? – Anna zadaje mi pytanie, które słyszę od pierwszego dnia mojego pobytu w Ameryce Południowej, cztery miesiące temu. Przede wszystkim wiem, że w rytuale ayahuasca powinno się brać udział, gdy ma się problem ze sobą. Anna i Tatiana, a nawet Yorg to owszem, mają ich mnóstwo. Roślina jest lekarstwem, które leczy duszę, a z niej według Indian biorą się choroby ciała. Ale jaki problem może mieć przystojny trzydziestolatek z Polski? Smakuje okropnie, ale uczucie jest fantastyczne – mówi dziewięcioletnia Pocahontas, czym wprawia mnie w zdumienie. W Brazylii są kościoły, które serwują ayahuascę jak wino mszalne, a jest to napar o mocnych właściwościach psychotropowych.

Raz się żyje. Zgadzam się. Wspólnie pakujemy dom, Anna umawia nas ze znajomą szamanką, która kocha się w Tatianie. Wsiadam do volkswagena ogórka. Anna będzie prowadziła, ja będę ręcznym. W samochodzie nie działają normalne hamulce, ręczny ledwo, ale jest jedyną dostępną opcją. Siedzimy w trójkę na przedniej kanapie, słuchamy reggae. Tatiana jest obrażona. Później zdradzi mi, że to miał być dziewczyński wyjazd. Chciała z przyjaciółką przeżyć przygodę jak Thelma i Louise, a ja się wpakowałem pomiędzy nimi. Przeprosi mnie za swoje myśli już po rytuale. Wtedy będziemy dużo mówić, na razie jest przyklejona do okna. Cały samochód zawalony jest rzeczami rodziny Anny. Yorg wraz z dziewczynkami ruszył autobusem. Droga ogórkiem jest dla dzieci niebezpieczna. Hamuj! – krzyknęła Tatiana, ale klocki ogórka nie słuchały się mnie już od kilku sekund. Wyglądało na to, że zaraz uderzymy w stojącą przed nami ciężarówkę, na tej piekielnej stacji benzynowej.