Parabuchowa głowa na Le Quy Don

Cisza na naszym Parabuchu wymaga wyjaśnienia. W ostatnich tygodniach trochę się u nas pozmieniało. Dawid ma dużo roboty u siebie, a ja przygotowuje się do wyprawy. Płynę do Wietnamu na nowo wybudowanym żaglowcu Le Quy Don.

 

Na razie pokażę jak ten żaglowiec wygląda. Niestety nie mogę Was wszystkich wpuścić na pokład, a stoimy w Gdyni niedaleko Błyskawicy, ale mogę Was zapewnić, że to wspaniale być na nowiutkiej jednostce, spać na materacach, które jeszcze nie przeżyły sztormu i współpracować z załogą, którą na razie zna się z codziennej harówy przy taklowaniu żaglowca, sprzątaniu, układaniu, noszeniu, sztauowaniu. Dłonie z każdym dniem są coraz bardziej odporne na szorstkość nowiutkich lin, a charakter na uwagi bosmana co do jakości pracy. Słowem życie na żaglowcu w pełni.

Le Quy Don

Stoimy przy kei w Gdyni.

Le Quy Don

Jest 4 rano, a ja pełnie wachtę trapową.

Kiedyś pisałem o zbrasowanej głowie, terminie, który przejąłem od Becy i Banana, znajomych z żaglowca STS Fryderyk Chopin. Moja głowa właśnie jest tak zbrasowana, czyli nastawiona na wiatr, reje, żagle, kapitana, załogę. Plan jest taki, aby opłynąć Afrykę i dopłynąć do Wietnamu. Wypłyniemy prawdopodobnie w połowie września, jeżeli będę znał pewną datę to poinformuje Was przez Parabucha. Wspaniale byłoby Was widzieć na kei, może ktoś oddałbym cumy w dziewiczy rejs?

Tymczasem obiecałem, że pokażę Wam żaglowiec. No to proszę:

[symple_box style=”boxnotice”]

Wszystkie relacje Stefana z rejsu do Wietnamu znaleźć można na stronie Le Quy Don poznaje ocean

[/symple_box]