Wszystkie powroty świata. Sentymentalnie o powrotach z podróży

W każdej podróży nadchodzi czas powrotu. Jakie są te powroty? Radosne, bo znów w domu, czy smutne, bo skończyło się coś pięknego? Sprawdźcie, jak wyglądają nasze powroty i dajcie znać, jakie są Wasze!

Stefan: jest mi dziwnie

Jest taka piosenka „Powroty” i tam śpiewają Boję się nieba w twoich oczach. Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu. Świat chcesz dzielić na białe i czarne. Miły boję się twoich powrotów. A ja, strachliwy jestem na tyle, że wracać się boję.

Przed podróżą dopada człowieka reisefieber. Mnie dopada coś odwrotnego po powrocie. Uwielbiam powroty, a zwłaszcza gdy ktoś mnie odbiera z lotniska, autobusu. Ten ktoś opowiada mi o tym co się u niego i znajomych działo, czym żyje, jak żyje. A ja jadę jako pasażer tuż obok i przyglądam się Warszawie. Patrzę na jej oblicze po rozłące. Czy są nowe reklamy na budynkach, albo czy coś wyremontowali, jak wygląda Pałac? Z tym ostatnim mam tę myśl, że jest w sercu miasta i zawsze mi się wydawało, że także w sercu świata. A ja przecież stamtąd właśnie wróciłem. I Pałac wcale nie jest w sercu, ja tym bardziej.

Boję się chmur nad twoim czołem.
Kiedy ręce do krwi otarte.
Dumnie kładziesz przede mną na stole.
Miły boję się twoich powrotów.

Ostatnio opowiadałem kawał przyjacielowi, a potem niezwykłe historie, które wydarzały się mi niemal codziennie na pokładzie STS Fryderyk Chopin. Z kawału się nie zaśmiał, chociaż był bardzo udany i w czasie podróży śmialiśmy się z niego całe tygodnie. Słuchał przygód, ale częściej traciłem z nim kontakt, bo zajęty był doglądaniem dziecka, domu, odpowiadaniem na pytania żony, czy innymi rozpraszaczami. Zastanowiłem się, dlaczego ja się tym przejmuje? Przecież ma swoje życie, które równie go pochłania, jak mnie moje. I wtedy zauważyłem, że jest mi wszystko jedno, czy ktoś mnie słucha, czy nie. Trochę straszna rzecz, dla kogoś, kto całe dorosłe życie pisze i gada, zbiera historie, i najwyższy czas się przyznać… lubi gdy się go słucha.

Drżysz jeszcze oczy zamglone.
Zrobisz wszystko o co poproszę.
Muszę wierzyć, przecież mnie kochasz.
Krótka chwila i wracasz, krótka chwila i wracasz,
Krótka chwila i wracasz na morze.

Elmo jest dziewczyną, którą na STS Fryderyk Chopin zna chyba każdy. Teraz zajmuje się promocją żaglowca, ale często też pływa. Pamiętam jak spotkałem ją w knajpie po czteromiesięcznym rejsie. Jeszcze nie wróciła nawet do domu, od razu spotkała się ze znajomymi. Pamiętam jak chciałem siedzieć tuż obok, bo była w niej energia: jej, morza, przygód, pokładu? Najpewniej wszystkiego po trochu. Wtedy opowiadała, jak jest jej dziwnie. Sam wróciłem z dwumiesięcznego rejsu dwa tygodnie temu i do tej pory jestem gdzie indziej głową. Poznaj chorobę nieznaną medycynie, zanim dotknie Ciebie i Twoich bliskich. Zblazowana, sprasowana, zalatana… jaka jeszcze może być Twoja głowa? – napisał Banan i Beca o swoim filmie „Głowa zbrasowana” – Film zalecany wrażliwym widzom, podejmującym spontaniczne decyzje. Przed obejrzeniem skonsultuj się z winem lub innym terapeutą.

Czuje dystans między tym co dookoła, a tym co we mnie. Najłatwiej jest mi godzić się na wszystko. Dziewczyna, przyjaciele, koledzy, nieznajomi mają pomysł na coś, a ja tylko przytakuje. Zgadzam się na wszystko, bo przecież czymś zająć się muszę. Jakoś godziny, minuty a nawet sekundy uzupełnić. Jedynym czym się martwię, to powolnym znikaniem stwardniałej skóry na dłoniach i stopach. To jedyny zewnętrzny ślad, który został po ostatniej przygodzie na mnie, a teraz bezpowrotnie łuszczy się, wyciera, mięknie. Nie zawsze tak było. Dwa lata temu wróciłem z niemal półrocznej wyprawy po Ameryce Południowej i wtedy najlepszą chwilą, było przypadkowe spotkanie z koleżanką. Był ciepły wrześniowy wieczór. Piwo w ręce, koncert kapeli Łąki Łan, której wtedy nie znałem.

Koleżanka rzuciła się mi na szyję na koncercie. Czułem się jak bohater z bajki, wracający z nieprawdopodobnych przygód po świecie. Pachnący egzotyką. Tamten powrót bardzo podbudował moje rozbuchane ego. Po prostu teraz co innego mam w głowie.

Boję się morza w twoich myślach.
Kiedy jesteś do drogi już gotów.
Leżysz przy mnie, oczy otwarte.
Miły boję się twoich powrotów.

Jednym z ciekawszych lekarstw „zbrasowaną głowę” jak chce Beca i Banan jest alkohol. Wyjście oczywiście nie ostateczne, bo w portfelu ćmy i pchły, a nie dinery i czerwońce. Podobno to przechodzi. A ja, do diaska, tak bardzo bym chciał, aby mi nie przeszło.

Dawid: melancholia powrotów

W powrotach najbardziej cieszą trzy rzeczy: własny kibel, własny prysznic i własne łóżko. Pierwsze doznania są więc jak najbardziej cielesne. Uniesienia z podróży, zebrane emocje i nieprawdopodobne historie odchodzą na chwilę na bok. Na chwilę – bo zaraz uderzają ze zdwojoną siłą.

Moje powroty są ciche i samotne. W przeciwieństwie do Stefana, nie lubię gdy ktoś wita mnie od razu, tak z drogi. Chcę jeszcze na chwilę przedłużyć stan zawieszenia. Popatrzeć na nowo na moje / nie moje miasto. Moje, bo żyję tu przez pół życia. Nie moje, bo w miejscu, z którego wracam coś ze mnie zostało. Zawsze zostaje. Czasem mały kawałek, czasem pół serca. Nieswoje są więc te pierwsze warszawskie chwile – choć zwykle tylko na chwilę.

Staram się zawsze być w stu procentach obecny w obecnym miejscu i czasie. Skupiam uwagę na tym co teraz. Chwila powrotu przypomina mi odrywanie plastra. Coś, co musi się stać, ale wiadomo, że zaboli, czasem nawet mocno. To moja melancholia powrotów.

Miałem kiedyś pokusę zapuszczenia korzeni. Znalezienia swego miejsca, małego domku w małym mieście, codziennych zakupów u pani Krysi w warzywniaku, gazetki kupowanej przez lata w tym samym kiosku. Spróbowałem, nie wyszło. Zajęło mi kilka lat zrozumienie, że moje korzenie to moje nogi, moje ręce to gałęzie, dom – serce. A dom twój, gdzie serce twoje. Więc moim domem jest rodzinna Łomża, jest Białoruś, są Bieszczady i Rzym. I coraz więcej tych domów. Może więc prawdą jest, że nigdy do końca nie wracam? Że nigdy nie wyjeżdżam?