Jeździ sobie człowiek i jeździ, odwiedza kraje na końcu świata i żywi się w budach, barach, restauracjach. Nie wiem jak Wy, ale ja mam swoją listę najlepszych knajp, które odwiedzam za każdym razem, gdy znajduję się w danym miejscu po raz drugi. Często długo rozmawiam z miejscowymi, zanim polecą mi coś naprawdę wyjątkowego. Albo wertuję mnóstwo książek, blogów i dowiaduję się gdzie należy jeść. Oto moja lista fajnych knajp bliżej i dalej położonych od Polski. Może wam się przyda.
Brazylia
Zene
Zene Anjos swoją pierwszą restaurację (a raczej bar) na plaży otworzyła, gdy miała 18 lat. W tym biznesie jest od 30 lat i ma już trzecią knajpę. Jeżeli chcecie spróbować najlepszych smaków Bahii to koniecznie wybierzcie się do Barra Grande. – Miejscowa kuchnia jest wyjątkowa, a to z powodu produktów – opowiadała Zene. – Najważniejsza jest świeżość, gdy używam mleka kokosowego to kokosa zrywamy z palmy – wykłada swoją filozofię kucharka i właścicielka.
Jadłem u niej krewetki podane w kokosowym orzechu i były pyszne. Do Barra Grande, które leży 150 kilometrów na południe od Salvadoru, trafiłem bo szukałem raju na ziemi. To miejscowość położona na czubku półwyspu Marau. Niewielka wioska żyjąca z turystów, rafy koralowej. Ta okolica zwana jest brazylijską Polinezją.
Mamma Felice
To włoska restauracja położona w połowie drogi między Rio de Janeiro a Sao Paulo. Górska miejscowość Visconde De Maua przyciąga głównie Brazylijczyków. Dlaczego? Bo jest tu zimno. Jadłem zatem tutaj rozgrzewające fondue. Dodatkowym plusem są przesympatyczni właściciele włoskiego pochodzenia. Jak cię nie zagadają to nakarmią czymś dobrym i to nie koniecznie pizzą.
Casa da Cachaça
Do tej knajpy zaszedłem dzięki dziewczynie. Na miejscu zostałem już dla innej. To raczej dziupla niż casa (dom), przed nią stoja dwa plastikowe stoliczki. Tutejszą cachaçę najlepiej spróbować z imbirem. Tanio i smacznie, no i w Lapa, najbardziej imprezowej dzielnicy Rio de Janeiro.
Indie
Bademiya
Uliczny grill na tyłach luksusowego hotelu Taj Mahal, tuż obok Bramy Indii w Mumbaju. Posiłki serwowane są po zmroku i aby z niego skorzystać, warto poczekać na wolny stolik. Niektórzy radzą sobie tak, że podjeżdżają samochodem, którego stawiają na środku ulicy i spożywają posiłek na masce. Podają tutaj mięso na szpadach, niczym szaszłyki. Jest też wersja wegetariańska. Jadłem oba i muszę przyznać, że są pyszne.
Mango Tree
Restauracja w Hampi, regionie Karnataka. Leży daleko od jakiegokolwiek budynku, za plantacją bananów, na skraju skarpy rzeki Tungabhadra. Warto odwiedzić i obserwować zachód słońca. Smaczne jedzenie, ale ja zapamiętałem przepyszne mango lassi. Hampi to miejscowość setki świątyń.

Aleksander (mój brat) zażera się smakowitościami. W Mango Tree siedzi się na tarasie z widokiem na skarpę.
Niemcy
Markthalle Neun
Targowisko we wschodnim Berlinie, co czwartek odbywa się tu market Street Food. Otwarte jest od godziny 18, ale po 20 trudno już znaleźć skrawek miejsca dla siebie. Zasady są proste. Wszystkie dania, a do wyboru mamy smakołyki z niemal każdego miejsca na ziemi, kosztują pięć euro. Są tajskie zupy, przepisy z Ghany, ceviche z Peru, polskie pierogi. – Sprzedajemy 120 hamburgerów w ciągu jednego wieczora – opowiada mi John, który stoisko otworzył miesiąc wcześniej. Serwuje bułkę z rwanymi kawałkami kurczaka, sosem własnej roboty, rucolą i listkiem miętowym.
Am Pfingstberg
Restauracja znajduje się pod wzgórzem o tej samej nazwie w Poczdamie. Jadłem tutaj gołąbki, które okazały się narodowym daniem nie tylko Polaków. Na szczycie wzgórza stoi Belweder wzniesiony przez Fryderyka Wilhelma IV, tylko po to aby mógł pić tutaj herbatę w jednej z dwóch herbaciarni. Jest to tym samym najciekawsza budowla kulinarna w moim prywatnym rankingu.
Bratwurst Röslein
Restauracja w stylu bawarskim, mnóstwo przestronnych sal z solidnymi stołami i setkami klientów. Ciekawostką jest zestaw menu składający się z przystawki, dania głównego i deseru za 25 euro. Jadłem tutaj wołowinę w sosie piernikowym, była słodka, ale dobre piwo zrównoważyło smak. Restauracja dobra na duży głód.
Rosja
Kafe Produkty
Za Grand Palacem, na ulicy Italiańskiej w Sankt Petersburgu są dwie niewielkie knajpki w suterenie. Jedna szczególna, bo na tyłach sklepu spożywczego. Tam warto się udać, mimo małego wyboru dań, naburmuszonej kelnerki, trzech stolików i telewizora, w którym leci miejscowe show dla gawiedzi. Ja wybrałem solankę, zupę z wywaru ryb z dodatkiem kwasu chlebowego, wody po kiszeniu, z plastrem cytryny, kaparami i oliwkami. A potem to już zażerałem się pielmieni z mięsem, no i wszystko przepiłem setką zmrożonej wódki.
Francja
Le salade chevre chaud
Nie będę opisywał tutaj restauracji, bo przecież we Francji jest ich taki wybór, że aż zatrzęsienie. Napiszę o tym jak rozpoznać dobrą knajpę. Jest kilka sposobów. Po tłumie gości, ale nie turystów tylko miejscowych Francuzów. Po bagietce, zawsze dużo, do posiłku, nigdy nie ma problemu z dokładką. Chleb ma być chrupiący i dostarczany przez lokalną piekarnię. Po menu, które jest jedynie w języku francuskim i najlepiej zapisane kredą na tablicy. W końcu po sałatce pasterskiej. Powinna być w każdej szanującej się restauracji. Jak nie ma, to nie wchodzimy. Po niej poznamy szefa kuchni. Może wybrać różnego rodzaju sałatę, albo tylko rucolę. Nie ważne jak to zrobi, ważne żeby nie gotowe ze sklepu. W sałatce jest chleb, z którego będą grzanki, a na nich ser. Najlepiej okrągły crottin de chavignol (tłum. crottin = gnój)
I tak można byłoby pisać i pisać. Jeżeli szukacie adresu w takich lokalizacjach jak: Barcelona, Peru, Boliwia, Floryda, Azory to dajcie znać. Pomożemy. A czy wy macie swoje ulubione adresy knajpczane na świecie? Jeżeli tak to podzielcie się z nami.