Rowerem z Podhala nad Bałtyk. Bo marzenia się spełnia.

Jakiś czas temu zgłosiła się do nas Ania. Napisała, że jej przyjaciel, Bartek, wsiada właśnie na rower i z Makowa Podhalańskiego zamierza dojechać na Hel. Według planu zająć mu to miało… 48 godzin. Pomyślałem: wow! takich ludzi chcemy pokazywać w Parabuchu! Dlatego wysłałem Bartkowi kilka pytań. Mam nadzieję, że nasza krótka mailowa rozmowa będzie dla Was dużą inspiracją!

Chcemy pokazać, że można podróżować, spełniać swe marzenia łamiąc wszelkie bariery. Każdy naokoło mówi – nie dasz rady, to niemożliwe. Ale gdy ma się cel w sercu wszystko jest możliwe.

Cześć! Powiedz na początek: skąd taki pomysł i dlaczego właśnie taka forma podróży?

Pewnego dnia jadąc samochodem natrafiłem na ciekawą audycję – wywiad z ultramaratończykiem Remigiuszem Siudzińskim. Gdy opowiadał o swojej pasji i tym, że przejechał Stany Zjednoczone, pomyślałem, że człowiek potrafi przełamać swoje słabości, aby spełnić swój cel. Podjąłem decyzję – ja też wybiorę się w taką podróż. Dla mnie takim wielkim maratonem stał się pomysł, by wsiąść pewnego dnia na rower i pojechać w 48 godzin nad morze. Wybrałem rower także dlatego,  bowiem ta forma podróży była mi najbardziej bliska sercu. Jadąc takie odległości na rowerze człowiek przekracza granicę swojej wytrzymałości i musi walczyć z samym sobą by nie poddać się i spełnić swój cel.

Rowerem nad Morze (2)

Rowerem nad Morze (5)

Jak długo trwały przygotowania? Jakie wyzwania na Ciebie czekały?

Na rowerze jeździłem jak każdy – rekreacyjnie. Od momentu podjęcia decyzji o wyjeździe na taki ekstremalny maraton zacząłem przygotowywać się fizycznie. Wyszło kiepsko, bowiem ciągle wypadały mi jakieś sytuacje związane z pracą. Miałem jedynie chwilę późną nocą: robiłem co jakiś czas po 30 km. Weekendami zdarzało mi się przejechać dłuższe dystanse – 100 km. Dlatego , że nie byłem przygotowany, ta wyprawa była dla mnie jeszcze większym wyzwaniem. Sprawdzeniem siebie, ale także udowodnieniem sobie i innym, że wszystko jest możliwe.

Jak udała się sama podróż? Było ciężko/łatwo/przyjemnie/beznadziejnie?

W piątek 11 października, gdy miałem wyjechać, miałem kryzys. Czy dojadę? Jaki w ogóle jest sens tego, co chcę zrobić? Moja przyjaciółka Ania, która po części nakłoniła mnie na ten wyjazd ciągle wierzyła, nawet wtedy kiedy ja miałem wątpliwości. Dlatego każdemu chciałbym powiedzieć, że ważne jest przy takich wyzwaniach, aby mieć przyjaciół obok siebie. Nawet jakbym ja nie dał rady, to oni „popchną” mnie do przodu.

Wszystko było także utrudnione tym, ze dzień wcześniej złapało mnie mocne przeziębienie. Jednak było już za późno na rezygnację. „Nie mogę się poddać, nie po tym, jak wiele ludzi śmiało się i mówiło: nie dojedziesz, to tak głupi pomysł, że aż śmieszny” – myślałem. Chciałem pokazać, że siedząc w domu, narzekając, nic się w życiu nie osiągnie.

Wsiadłem na rower przed domem w Grzechyni i wyjechałem z myślą: za 48 godzin będę na Helu!

Rowerem nad Morze (6)

Jeśli chodzi o sprzęt byłem genialnie przygotowany, jednak na Śląsku okazało się, że przygotowana trasa Google Maps była błędna. Trasa rowerowa miałaby sens gdyby nie jechał za mną samochód z moją ekipą, która wspierała mnie na każdym kroku. Nie mogliśmy się rozdzielić a na pewne drogi nie wjedzie się samochodem. Trzeba było się wrócić… Wielka udręka dla mnie – co teraz? Pomyślałem: „mam dość!”. Musiałem zrobić puste 30 km przez własną głupotę. Całe utrudnienie związane były z utknięciem na Śląsku i szukaniem tras alternatywnych. Kierowałem się w stronę Częstochowy modląc się, aby przejechać choć 10 km do następnego postoju.

Wycieńczony nie tylko psychicznie jak i fizycznie miałem już dość całej tej wyprawy. O godz. 20 dotarliśmy na nocleg – 215 km miałem już za sobą. Po 4 godzinach snu, gdy jeszcze nie świtało, wsiadłem na rower i skupiłem się na tym, by przejechać chociaż 100 km i okazało się że zrobiłem je w rekordowym czasie 3 godzin. Wtedy wiedziałem już, że na pewno dojadę. W sobotę przejechałem w sumie ponad 300 km – to był mój osobisty rekord.

Po drodze wszystko bardzo mocno odbierałem zmysłami – wiejący wiatr, zapachy przyrody, smaki – kanapki robione przez moja przyjaciółkę, były wtedy najlepszymi jakie jadłem. Przy takim wysiłku dostrzega się znaczenie każdej najmniejszej rzeczy.

Rowerem nad Morze (3)

Cała niedziela była najtrudniejsza. Ból, wycieńczenie, nawet i krew były niczym przy świadomości, że pokonując każdy km zbliżam się do Bałtyku – mojego celu. Dotarłem nad morze późnym popołudniem. Wprawdzie nie był to Hel – jak według pierwotnego planu zakładaliśmy – ale Gdańsk. Dotarłem jednak nad morze i to najważniejsze.

Czy po drodze zdarzyły się jakieś fajne, niespodziewane przygody?

Nie można wyodrębnić zbyt wielu przygód gdyż cała wyprawa i czas. podczas którego przemierzałem kraj była wielką przygodą.

Sytuacje na drodze bywały różne, między innymi wymuszenie kierowcy, który wjechał przed rower a ja hamując przeleciałem przez kierownicę i wylądowałem pod nim. Pozbierałem się i pojechałem dalej.

Koło Łodzi napotkałem na drodze grupę kolarzy którzy z przyjemnością mi towarzyszyli na odcinku 20 km. Zaoferowali żebym jechał z nimi i oszczędzał siły. Gdy zapytali, gdzie jadę musiałem kilkakrotnie powtórzyć słowo Hel, gdyż nie dowierzali, że dojadę w takim tempie.

Niewątpliwie, najbardziej uciążliwą dolegliwością jaką miałem podczas jazdy był mój obolały tyłek od siedzenia. Gdy w Toruniu zobaczyłem rany i krew miałem spore wątpliwości czy będę w stanie pojechać dalej, ale się nie poddałem.

Rowerem nad Morze (7)

Rowerem nad Morze (8)

Czy każdy może się wybrać w taką podróż?

Moim zdaniem każdy może wybrać się na taką wyprawę. Wystarczy silna wola oraz wiara w swoje możliwości. Moim marzeniem był taki maraton nad morze – wytrwałem, pomimo wycieczenia i wątpliwości. Każdy z nas ma w sobie siłę, tylko trzeba umieć ją odnaleźć w sobie. Dlatego każdemu polecam – dążcie do swoich marzeń bo są w zasięgu ręki. A każde spotkane przeciwności są niczym w poczuciu, gdy dotrwamy do celu. Wystarczy wyznaczyć cel, przygotować się, uwierzyć w własne siły oraz mieć przyjaciół, którzy w każdej chwili cię wspierają.

Gdy wydaje ci się, że to wszystko masz i zastanawiasz się czy dotrwasz – wsiądź na rower i spełniaj swe marzenia!